RSS
niedziela, 17 marca 2013
Kartacze
Jeśli wejdziesz między wrony, musisz krakać jak i one. I takim właśnie sposobem rodowita warszawianka żyjąca "na wygnaniu" w Warmińsko - mazurskim musiała i się przystosować i zacząć gotować potrawy typowe dla regionu. Tu mowa o kartaczach inaczej cepelinach, które są tradycyjna potrawą Podlasia oraz Warmii i Mazur. Czasochłonne, ale za to pyszne. Każdy robi je na swój sposób. Farsz może być mięsny - z mięsa surowego, pieczonego lub smażonego, ale spotkałam się równiez z kartaczami nadzianymi kapustą kiszona z grzybami. Osobiście najchętniej zajadam te z mięsem smażonym.


SKŁADNIKI

  •     2,5 kg surowych ziemniaków
  •     ok 10 ugotowanych ziemniaków
  •     1 łyżka mąki ziemniaczanej
  •     1kg mięsa mielonego (według mnie najlepsze wołowo       -wieprzowe)
  •     1 duża cebula
  •     1 jajko
  •     sól, pieprz

WYKONANIE

   Surowe ziemniaki zetrzeć i odcisnąć nad miską przez tetrę. Najlepiej wykorzystać do tego mężczyznę. Sok odstawić do osadzenia się skrobi. Ugotowane ziemniaki zmielić i połączyć z surowymi, odciśniętymi z soku, dodać otrzymaną skrobie oraz dodatkowo łyżkę mąki ziemniaczanej.Wymieszać dokładnie na jednolita masę.
   Do farszu trzeba drobno posiekać cebulę i przeszklić na niewielkiej ilości oleju, dodać mięso i smażyć razem przez kilka minut. Przestudzić i dodać surowe jajko, sól i pieprz w dużej ilości.
   Z masy ziemniaczanej formujemy placki wielkości dłoni, i grubości około 1 cm, nakładamy farsz i formujemy owalne kartacze. Wrzucamy do wrzącej, osolonej wody i gotujemy ok 20 minut. Jeśli farsz robiony jest z surowego mięsa, czas gotowania należy wydłużyć do 35 minut.
   Najlepiej smakują podane z podsmażona cebulka i boczkiem.
   Smacznego.
poniedziałek, 05 marca 2012
CIASTECZKA Z WRÓŻBĄ
 Dawno już, ale było takie święto jak sławetne walentynki. Z barku pomysłu na konkretny prezent postanowiłam obdarować swojego Żołnierza kilkoma drobiazgami. W Jego ręce trafiły między innymi chińskie ciasteczka z wróżbą, z tym, że zamiast wróżby w każdym ciasteczku znajdował się jeden wers wiersza z przypisaną mu kolejno cyfrą. Pośród kilku podarków, ten został oznaczony zdecydowanym numerem 1.




 SKŁADNIKI :
  • 15 dkg mąki
  • 2 jajka
  • łyżka cukru
  • 1/2 opakowania cukru waniliowego
  • 1 łyżka oleju
  • odrobina cynamonu
  • szczypta soli
 WYKONANIE :
Mąkę przesiewamy na stolnicę, dodajemy jajka, cukier, cukier waniliowy odrobinę cynamonu. Mocno zagniatamy i dzielimy na 2 części. Jedną cieniutko wałkujemy, a drugą przykrywamy ściereczką żeby nie wyschła. Z rozwałkowanego ciasta wycinamy dużą szklaną kółka, układamy na nich złożone karteczki i zaklejamy. Ciasteczka przewieszamy przez szklankę, żeby nabrały charakterystycznego kształtu i podeschły. To samo robimy z drugą częścią ciasta. Ciasteczka układamy na blasze i smarujemy je białkiem. Pieczemy przez 20 minut w 180 stopniach, przewracając w połowie czasu na drugą stronę.
 Smacznego!
14:14, firstjudytka
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 16 stycznia 2012
Naleśniki ze szpinakiem i parówkami
Przepis został zapożyczony z magicznego zeszyciku mojej szwagierki, na specjalne życzenie mojego mężczyzny, który nie lubi naleśników na słodko, a równie mocno nie lubi szpinaku. Szczerze mówiąc to i do mnie szpinak nie miał okazji nigdy przemówić, bo kojarzył mi się zawsze z paskudną zielona papką rzucaną na talerz w szkole podstawowej. A naleśniki polecam szczególnie szpinakowym niejadkom.


SKŁADNIKI :
  1. opakowanie mrożonego szpinaku rozdrobnionego
  2. łyżka masła
  3. 2 łyżki śmietany
  4. jajko
  5. łyżka mąki
  6. 2 łyżki chrzanu
  7. 4 ząbki czosnku
  8. sól, pieprz
  9. około 10 plastrów żółtego sera
WYKONANIE:
Przygotować ciasto na naleśniki i odstawić na czas przygotowania farszu, dzięki temu naleśniki po usmażeniu będą bardzo elastyczne.
Rozmrozić szpinak i podsmażyć na łyżce masła. Dodać jajko rozmącone z łyżką mąki, przeciśnięty przez praskę czosnek, chrzan, śmietanę, dosmaczyć solą i pieprzem.
Usmażyć naleśniki, na każdym z nich położyć dużą łyżkę farszu szpinakowego, pół parówki i zawijać jak krokiety. Tak przygotowane naleśniki ułożyć w naczyniu żaroodpornym i nakryć serem. Piec w 150 stopniach przez około 20 minut.
Można podawać z różnymi sosami - naszym faworytem jest sos czosnkowy.
Smacznego

wtorek, 10 stycznia 2012
Królestwo w naszym domu przejął ostatnio taki oto zestaw.

Zajadamy się nim codziennie, zastępując czasem pomarańczę bananem, grapefruitem. A czasem rezygnując całkiem z dodatku 3 komponentu delektując się smakiem polskich jabłuszek z sadu od teściów i marchewki kupowanej od rolników. Niebo w gębie - zwłaszcza po 15 minutach gdy owoce i warzywa prezentują się już całkiem inaczej...

Idealna bomba witaminowa na wciąż jeszcze szaro-bure niby zimowe dni.
14:27, firstjudytka
Link Dodaj komentarz »
piątek, 06 stycznia 2012
Karkówka w oregano z grillowaną cebulą

Daaawno bardzo mnie tu już nie było. Przywitaliśmy nowy rok, więc ja witam nowe postanowienia, a właściwie to tylko jedno postanowienie. Nie będę rzucać palenia, bo nie palę, nie będę zrzucała kilogramów, choć jest ich parę w nadmiarze, Nie obiecuję sobie, że będę biegać, bo jestem leniem, ale obiecuję sobie, że będę trochę częściej pisać. Zdecydowanie częściej, bo raz na 2 miesiące to trochę za mało, zwłaszcza, że czasu mam nadmiar ze względu na nieustające bezrobocie.
Tak więc dziś będzie o karkówce w oregano podanej z pomidorami i grillowaną cebulą.


SKŁADNIKI:

  1. 4 grube plastry karkówki ok 600g
  2. 3-4 ząbki czosnku
  3. 4-5 łyżek oliwy z oliwek
  4. 1 1/2 łyżeczki oregano
  5. 4 średniej wielkości cebule i 1 mała
  6. 4 duże pomidory
  7. Sól i pieprz do smaku

WYKONANIE:

Karkówkę wkładamy do miski, dodajemy przeciśnięte przez praskę ząbki czosnku, bardzo drobno posiekaną mała cebulkę, wsypujemy oregano, sól, pieprz i zalewamy oliwą z oliwek i mieszamy, żeby mięso nasiąknęło aromatem przypraw. Odstawiamy w do lodówki na około godzinę.
Po upływie godziny podsmażamy karkówkę z obu stron przez kilka minut i wkładamy do foliowego rękawa. Pieczemy 30 minut w 150 stopniach.
W tym czasie kroimy pozostałe 4 cebule w grube plastry i podsmażamy na patelni grillowej do momentu aż stanie się "przezroczysta" i zarumieni się. Usmażoną cebulę układamy na talerzu na przemian z pomidorami pokrojonymi w ten sam sposób co cebula. Pomidory również można zgrillować, choć ten smak do mnie nie przemawia. Kwestia gustu.

czwartek, 03 listopada 2011
Gość we własnym domu
Od kilku dni jestem wyręczana w robieniu czegokolwiek co mogłoby mnie męczyć, baa nawet tego co nie męczy, a zwyczajnie nie jest przyjemne, a mówiąc po ludzku jestem rozpieszczana do granic możliwości przez rodziców, teściów i mężczyznę, który stwierdził, że ostatnio strasznie mnie zaniedbywał. Nie robię totalnie nic. Rodzice skaczą wokół mnie jak wokół gościa specjalnego. Mężczyzna wozi na zakupy i od znajomych do znajomych, a teściowa dalej naciska na ślub i dziecko...
Wizyta teściów nie doszła do skutku. W zamian za to my odwiedziliśmy ich na wsi. I był to dla mnie ciężki czas ze względu na równoczesną wizytę pierwszej miłości mojego żołnierza w ich domu. Męczyłam się potwornie, bo ciężko dogadać się z kimś, kogo kiedyś kochała miłość naszego życia. Przynajmniej dla takiej zazdrośnicy jak ja jest to czymś ciężkim. Zagryzłam zęby i przetrzymałam te dwa dni, choć nie było lekko. Żołnierz starał się jak tylko mógł bo domyślał się to dla mnie trudne, a ja starałam się tego nie okazywać. Bardzo pomogła mi babcia mojego mężczyzny, która obdarzyła mnie w tym czasie taką samą czułością jak 5 lat temu przy pierwszym spotkaniu.
Teraz ponownie delektuję się słodkim "nicnierobieniem" u rodziców i kompletowaniem dekoracji do naszego prawie urządzonego mieszkanka. A teraz przytulam głowę do poduchy i odpływam...
21:55, firstjudytka
Link Dodaj komentarz »
piątek, 28 października 2011
Samotność we dwoje
dopadła niestety i nas. Żołnierzyk wraca z pracy, zjada obiad, i jest zmęczony więc idzie spać. Śpi średnio około trzech godzin, zjada kolację, ogląda jakiś film i idzie spać. A ja siedzę sama jak ... Rano zajmuję się czymkolwiek sprzątaniem, praniem, prasowaniem, gotowaniem, czytaniem, roznoszeniem cv i poszukiwaniem ofert w internecie czekając z utęsknieniem aż mężczyzna wróci z pracy. Wraca i nic się nie zmienia, bo ja nadal jestem sama, nie  fizycznie ale psychicznie.
Jutro jedziemy na tydzień do rodziców do Warszawy, mam nadzieję, że jak wrócimy to jakoś sobie to wszystko poukładamy. A na niedzielę moi kochanie rodzice zaprosili teściów... Super. Nie żebym ich nie lubiła, ale są ostatnią rzeczą jakiej teraz potrzebuję. 
No i dodatkowo przybija mnie strasznie to, że nie mogę znaleźć żadnej sensownej pracy. Bo ogólnie to pracę już dostałam, na stanowisku Doradca do spraw wyzysku i oszukiwania klienta. A dokładnie to przedstawiciel handlowy jednej z telewizji cyfrowych. I moim zadaniem było oszukiwanie ludzi, że zapisuję ich na grupowe podłączanie telewizji cyfrowej, w związku z odłączaniem sygnału analogowego. Koszt takiej usługi to 400 zł, które można rozłożyć na dogodne raty - ani słowa o abonamencie który wynosi 75 złotych miesięcznie. A w momencie podpisania umowy klient nie może już zrezygnować, ponieważ grozi mu za to kara umowna w wysokości 750 złotych. Wszystko to jest napisane gdzieś na końcu umowy małym drukiem. I ludzie się na to nabierają. Ja nie mam sumienia. Zrezygnowałam po pierwszym dniu. I jak tu nie tracić wiary w ludzi, jeśli niektórzy pracują tam już po 2 lata?
Chyba jesienna deprecha mnie dopadła, bo znów strasznie marudzę.
15:45, firstjudytka
Link Komentarze (2) »
wtorek, 11 października 2011
Afganistan
To był dla mnie ciężki ranek. Jeden z tych, o których człowiek pragnie jak najszybciej zapomnieć, wymazać ze wspomnień. Żyć tak jakby można było odciąć to co się dzieję, od tego co będzie.
Koleżanka poprosiła mnie żebym pojechała z nią odwieźć jej męża pod jednostkę wojskową. Zostawił ją samą na 8 miesięcy, a sam będzie uganiał się za talibami w Afganistanie. Pożegnałam się, uściskałam, kazałam szybko wracać i zamknęłam się w samochodzie. Podjechał kolejny samochód z żołnierskim małżeństwem. Wysiedli, zaczęli się przytulać, płakać. Widok kobiety, która zanosi się płaczem i mężczyzny, który ociera jej łzy nie pozostaje obojętny chyba nikomu. A zwłaszcza mi. Płakałam tak jakbym to ja zostawała sama. Nie odwracałam się. Jeśli takie uczucia wzbudził we mnie widok obcych osób, to wolałam sobie nawet nie wyobrażać przyjaciół stojących za mną. On poszedł, a ja siedziałam i wpatrywałam się w jego oddalającą się sylwetkę i w nią - stojącą i szlochającą bezsilnie. Nie wytrzymała. Pobiegła za nim. Pocałował ją i zostawił. Siedziałyśmy w samochodzie jeszcze prawie godzinę płacząc i milcząc. Było mi ciężko i nie chcę nawet próbować się domyślać jak ciężko było jej.
Trudne jest życie kobiety żołnierza.
14:47, firstjudytka
Link Komentarze (1) »
czwartek, 06 października 2011
Kryzys
Jest mi źle. Kocham to miejsce i kocham swojego Żołnierzyka, ale jest mi tu źle. Zaczynam już tęsknić za rodziną, a mój facet wcale mi tego nie ułatwia. Wraca z pracy, zjada obiad i milczy. Czuję się obca i  niepotrzebna. A oczy mam umiejscowione w zbyt wilgotnym miejscu.
10:34, firstjudytka
Link Komentarze (7) »
piątek, 30 września 2011
Babskie gadanie jednak czasem coś daje. Nagadałam się, nazłościłam, napłakałam i co? I nowego motoru nie będzie. W zamian za to jest nowa wiertarka, wkrętarka, wyrzynarka i inne tego typu "pierdółki", które są faktycznie potrzebne, a też sprawiają mojemu Żołnierzykowi masę radości.
Niesamowitą frajdę mieliśmy przy skręcaniu szafek kuchennych. Podkreślam MIELIŚMY, a nie miał. Polecam na małżeńską nudę i monotonnie :) A czeka nas jeszcze w przyszłym tygodniu skręcanie meblościanki do (nazwanego tak na wyrost) salonu. Nie mogę się już doczekać.
Migdałki dały mi w końcu spokój i mogę normalnie jeść. A w zamian za to lek, który walczył ze stanem ropnym mego otworu gębowego najzwyczajniej w świecie mnie uczulił. Dziś wyglądam juz zdecydowanie lepiej, ale przed wczoraj sama się siebie przestraszyłam. Cała twarz straszliwie przesuszona, w wielkich czerwonych plamach, od których odpadały kawałki naskórka. Pani w aptece patrzyła na mnie z politowaniem. Teraz jestem tylko wysuszona i mam delikatne zaczerwienienie pod oczami.
Wczoraj byłam na pierwszej rozmowie kwalifikacyjnej. Z negatywnym skutkiem. A mam wrażenie, że gdybym w meldunku miała Ełk, a nie Warszawa to mogło być pozytywnie. Pani najpierw pyta co robiłam w Warszawie.- Pracowałam, Studiowałam itd. -A co Panią skłoniło do wyjazdu do stolicy? - Urodziłam się w Warszawie i wychowywałam. -Tak? a faktycznie Warszawa. To co w Warszawie pracy dla Pani nie było, że aż tu musiała Pani przyjechać, przecież tu bezrobocie, głodowe pensje, kariery tu Pani nie zrobi.
Nie oceniaj książki po okładce... Przykre to trochę.
 
1 , 2 , 3 , 4
Akcja: Nie kradnij zdjęć!